piątek, 27 grudnia 2013

I część 4

Był wrześniowy, zimny, deszczowy ranek. Lało już kilka dni. Wiedziałam, że to nie będzie dobry dzień. Nie mógł być. Czarny kot przebiegł mi wczoraj wieczorem drogę..  Moje błagania o trochę słońca przepadały. Znikały gdzieś wśród gęstych chmur, które pokrywały całe niebo. Jednak musiałam wstać. Wymagało tego ode mnie ziemskie życie. Wstać, zebrać się i pójść do szkoły. Szkoły, w której czekali moi oprawcy. Ci, którzy ze mnie szydzili. Nauka nie była dla mnie problemem. Gdybym chciała, byłabym najlepsza. Ale nie chce... Wystarczająco się wybijam z tłumu... Śmieją się ze mnie, bo jestem brzydka, bo nie nosze takich ubrań, jakby chcieli. Nie pije, nie pale, jestem grzeczna... Jestem biała na ich tle. Biały punkt, wśród czarnych plam. Gdybym chciała byłabym taka jak oni. Nosiła tylko markowe rzeczy, malowała się, żeby być jedna z tych "ładnych". Mogłabym pić, palić, a nawet mieć dostęp do rzeczy, które oni widza tylko w filmach... Jednak. Ja nie chce. Skoro mam być kimś wyjątkowym, to czemu robić wszystko, to co inni? Czemu nie być kimś, kto nie robi tego, co chcą inni, tylko myśli własnym rozumem? Ale oni tego nigdy nie pojmą. Bo własnego rozumu nie maja... Nawet ci, którzy są pozornie przyjaciółmi. Ci którzy ich potępiają... Oni są tacy sami... I też z ciebie szydzą... Dlatego nie lubię szkoły. Bo do nauki nic nie mam. Może trochę nudzi, może jest ciężka... Ile mi jeszcze zostało minut? Nie za wiele. Ale wśród własnych myśli nie potrafię się zebrać. Szukam ubrań wśród bałaganu. Pakuje się, przerzucając książki ze sterty na stertę... Zerkam na telefon. Czasu tak mało... Pośpiesznie chwytam za plecak i wychodzę. Muszę przejść na drugi koniec osiedla żeby znaleźć się w szkole. Gimnazjum mogło być fajne. Mogłabym wiele zrobić, wiele przeżyć. Ale ziemska grawitacja ściąga mnie na ziemie. Zawsze chciałam latać. Dlatego śniłam, że mam skrzydła...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz